piątek, 30 września 2011

W lewo i w prawo na raz

Wyobraźmy sobie człowieka, który z regularnością kampanii wyborczych zmienia poglądy radykalnie. Z jednej strony trudno sobie to wyobrazić, ale z drugiej mamy kilku zawodowych posłów, którzy zmieniali barwy zgodnie z tym rytmem, byle tylko utrzymać całkiem niezłe utrzymanie. Większość z nich wybieranych jest bardziej dzięki zasadom wyborczym, niż poparciu u ludzi, ale to odrębny temat.

Chciałbym tu naświetlić sylwetkę człowieka, który w roku 2005, podczas kampanii wyborów na Prezydenta RP wziął ślub kościelny, był bezkompromisowym przeciwnikiem aborcji i legalizacji związków homoseksualnych. Wiele by można wymieniać. Kampania wyborcza dotycząca Parlamentu Polskiego, której jesteśmy dziś, w 2011r., świadkami, zrobiła z tego człowieka zwolennika związków homoseksualnych, zaangażowanego w liberalizację prawa aborcyjnego i zadeklarowanego antyklerykała. Co dla takiego człowieka ma rzeczywiste znaczenie?

Wyobraźmy sobie teraz osobę popierającą tego polityka. Musi, w ramach swoich sympatii, również zmieniać poglądy i deklaracje. To proste i mało znaczące jest to, czym się usprawiedliwia. Jest zmienny jak jego światopogląd i sympatie polityczne, nawet jeśli dotyczą one jednej i tej samej osoby polityka.

Wyobraźmy sobie teraz jak z takim człowiekiem można coś robić razem. Wszystko co można musi mieć znamiona tymczasowości. Nie można się więc dziwić, że wszystko, w takiej współpracy, jest niedokończone i nietrwałe, a Polska ciągle w budowie.

.

czwartek, 29 września 2011

Kobieta wystrychnie nas na dudka

Obejrzałem debatę w TV. Była to debata liderek (do obejrzenia po kliknięciu w link).

No i byłoby nudnie gdyby nie jeden fragment. Rozmowa dotyczyła tematu aborcji. Pani Nowicka, znana z przegranej sprawy z p. Najfeld (Wanda Nowicka jest na liście płac przemysłu aborcyjno-antykoncepcyjnego) dosłownie na antenie telewizyjnej ochrzaniła p. Piechna-Więckiewicz z SLD za to, że członkowie tej partii nie odrzucili obywatelskiego projektu całkowicie zakazującego aborcji, a zabrakło zaledwie pięciu głosów. Na co p. Więckiewicz odpowiedziała, że nawalili posłowie z Platformy Obywatelskiej łamiąc dyscyplinę partyjną.

Nie wiem czy można, ale chyba pozostaje tylko pogratulować wszystkim, którzy dadzą namówić się na poparcie Ruchu Palikota. Bo naprawdę szczerze gratuluję przyznania się do najwstydliwszej, prawdopodobnie, słabości ludzkiej, jaką ów ruch reprezentuje, choć głośno daje znać, że jest wręcz odwrotnie. Ale, jak powiadają mądrzejsi ode mnie, takich nie sieją.

Spotkałem już ludzi, którzy twierdzą, że legalizacja zabijania nie ma na celu upowszechniać zabijanie, tylko dawać ludziom wybór: albo zabiję, albo nie. I święcie są przekonani, że na tym polega wolność. Bo przecież nikt nie musi zabijać tylko dlatego, że to jest legalne.

Wynika z tego, że nie tylko Ruch Poparcia Palikota istnieje mimo, że nie zasiany, ale i SLD i PO ma się podobnie. Ale trzeba przyznać, że w PO złamano tę dyscyplinę. Elektorat też nie zasiany, skoro chętnie ich popiera. Osobiście nawet lubię jak ludzie tak postępują. Uczę się od nich i sam nie muszę już popadać w podobne pułapki. Mądrzejsi ode mnie twierdzą, że korzystanie z czyjegoś doświadczenia to prawdziwie wielka mądrość życiowa. Dlaczego więc miałbym mieć komuś za złe, że popiera głupotę i wyznaje ją i pragnie "niczym łania wodę".

Niedługo w naszym kraju będą do władzy dochodzić ludzie, którzy uznają, że przejścia dla pieszych na jezdni i czerwone światła to ograniczanie naszej wolności. Pomijając zyski dla budżetu z oszczędności na tej drogiej przecież farbie jaką używa się do znaków na asfalcie oraz na instalacjach świetlnych na skrzyżowaniach, trzeba pamiętać, że wolność jest najwyższą wartością dla ludzi, bo życie na pewno nie. Bez ustalonych miejsc przechodzenia przez jezdnię ludzie będą mogli prawdziwie wybierać. Dzięki temu, z pewnością, nauczą się wybierać prawdziwie i dlatego właśnie głosiciele tego typu objawień będą wybierani. Tylko, że nikt nie będzie żył długo i szczęśliwie. Ta bajka nie ma wesołego zakończenia. Jest smutna jak rzeczywistość wystrychniętego na dudka człowieka, któremu za pociechę będzie mogło przysłużyć się tylko to, czym najbardziej pogardził, bo przecież p. Nowicka swoimi zyskami się z nim nie podzieli.

.

niedziela, 18 września 2011

Życie nie jest proste

Posiadamy wolną wolę i dzięki niej potrafimy wybrać jak będzie wyglądać nasze życie. Poprzez własne doświadczenie uczymy się jak wybierać korzystnie dla nas, pamiętając, że wokół nas żyją inni ludzie, którzy również mają pragnienie żyć po swojemu i dobrze.

Nikt z nas nie osiągnie takiego życia by było ono jedynie przyjemne. Jeżeli Twoje życie jest zlepkiem przyjemności, znaczy to, że jeszcze się nie obudziłeś. Jeżeli twoje życie jest zlepkiem samych nieprzyjemności lub nieprzyjemności, które cię spotykają mają źródło w działaniach innych osób, to również jeszcze się nie obudziłeś. Takie osoby nie korzystają z wolnej woli, tylko pozwalają sobą kierować, ktoś inny decyduje co robią, dlaczego i po co. Większość ludzi woli, by ktoś za nich decydował. Wolna wola to odpowiedzialność i świadomość ponoszenia konsekwencji własnych wyborów.

Niewielu z nas chce być ludźmi odpowiedzialnymi i sprzątać po sobie. Dbanie o siebie jest dla takich ludzi poważnym dyskomfortem, a co dopiero dbanie o innych... Przykładowo, lepiej im zjeść byle co, byle jak i byle gdzie, bo zrobienie sobie jedzenia we własnej kuchni niesie za sobą zbyt wiele czynności. Tacy ludzie jedzą od przypadku w domu, a nie poza domem. Ich dom też dla nich jest byle czym. W zasadzie wszystko traktują byle jak i najmniejszego odruchu poprawy w nich nie ma, ponieważ świadczyłoby to o zmianie ich postawy wobec siebie i życia. Skoro na początku czuć, że porządkowanie jest nieprzyjemne, to po co sobie unieprzyjemniać i tak nieprzyjemne życie.

No tak, ale ludzie, których życie jest nieprzyjemne i którzy uznali, że winę za to będą ponosić inni, muszą bronić swojej postawy. Każdy musi bronić swoich granic - to termin psychologiczny, ale pewnie niepoprawny politycznie ;-) W związku z tym, jeżeli  ktoś  daje  sobą  sterować i narzucać poglądy na jakieś życiowe kwestie, musi ich również bronić. To konieczność życiowa, wręcz egzystencjalna. Co z tego, że czyjaś konieczność życiowa i egzystencjalna, skoro w akcie woli przyjęło się ją za swoją.

Taka osoba będzie bronić owych poglądów przed każdym, kto je podważa. Przez wzgląd na to, że osoba podważająca nie tylko atakuje czyjeś poglądy, ale i obnaża bezwolę i związaną z tym ogólną depresję egzystencjalną, będzie bronić z podwójnym zaangażowaniem. Wychodzi na to, że ktoś kto podważa ma przed sobą trzech przeciwników. Jednego, kto ma pogląd podważany i podwójnego, kto przyjął go za własny. Nie wiem czy dość jasno się wyrażam, ale mam nadzieję, że wystarczająco. Bardzo prawdopodobne jest, że sam posiadacz podważanego poglądu nie weźmie udziału w dyskusji, ma od tego własnie tych, którzy postanowili, bronić jego poglądu jak własnego. Co najwyżej rzuci, że on już wyraził swoje zdanie, a obrońca idealnie wyczuwa co ma na myśli. Im gorzej na tym wychodzi tym pilniej wyczuwa i ostrzej broni.

Weźmy na to problem z in vitro. To nie jest żadna tajemnica, że chodzi tu o biznes ogromnych sum. Jeżeli na czymś można zarobić ogromne fortuny, to zrobi się wszystko, by takie fortuny zarobić. To jedna z powszechniejszych słabości ludzkich. W tym przypadku dość dosłownie brzmiąca "po trupach do celu". Reklama, to też powszechnie wiadomo, ma przekonać, nie powiadomić. Co robią ludzie, którzy dali się przekonać, że inni mają prawo dojść do fortuny po trupach? Bronią ich zajadle, z podwójnym zaangażowaniem. Co wobec takiej postawy znaczą najprostsze argumenty? Nic, ale mogą być wykorzystane przeciwko tym, którzy zaczynają rozmowę od najprostszych argumentów. In vitro jest mniej skuteczne niż jakakolwiek inna do tej pory stosowana metoda u ludzi, którzy chcieli mieć dziecko, choć nie mogli. A już są skuteczniejsze. In vitro nie leczy bezpłodności, a metody nowocześniejsze leczą. In vitro nie jest rodzajem nauki o rozwoju ludzi tylko praktyką reproduktywną stosowaną wobec zwierząt. In vitro powoduje, że rodzą się ludzie chorzy i mało odporni na choroby, co powoduje zwiększoną umieralność. Mógłbym jeszcze przytaczać, a gdybym sięgną do dostępnych powszechnie informacji, przypomniał bym sobie jeszcze więcej i poznał kolejne.

Jakie są przeciw argumenty - podaj źródło, poznaj statystyki. Tak jakbym in vitro znał, bo znał. Jestem zainteresowany ludzkim rozwojem, bo mienię się być człowiekiem i nie przyjmuję tak ot, poglądów innych ludzi, a już na pewno ich nie bronię. Zawsze, jeżeli temat mnie zainteresuje, poznaję za i przeciw. Zawsze konstruuję własne zdanie, które wynika z mojego własnego podejścia do siebie i innych. Zawsze jestem sobą.  A to wiem również od tych, którzy bronią takiego przykładowego in vitro. W rozmowie atakują mnie, a nie używane przeze mnie argumenty. Wiem też  jak  wygląda  życie  ludzi,  którzy przyjmują poglądy innych za własne tylko dlatego, że nie potrafią lub nie chcą wykreować swoich własnych. Sam nie zawsze potrafiłem kreować samego siebie, choć najczęściej nie miałem, tak po prostu, na to odwagi. Myślałem, że ci co mnie za to atakują mogą mieć rację i że powinienem się przystosować. Niezgoda na taki stan rzeczy spowodowała, że odleciałem od rzeczywistości na swojej miotle, którą był alkoholizm. Wprawdzie zlazłem z niej dopiero jak już tak gnietła, że siedzieć się nie dało, ale wiem, że nie mogę sobie pozwolić na powrót do siedzenia na niej. A to również wiąże się z tym, że muszę mieć własne poglądy i odpowiedzialnie korzystać z własnej woli, by ta mietła mi kiedyś niespodziewanie nie wyrosła między nogami. Tam jest miejsce na znacznie zacniejsze rzeczy  ;-)

piątek, 16 września 2011

Czy Nergal jest szkodliwy

Czy Nergal jest w jakikolwiek sposób szkodliwy? Nie, rzecz jasna, że Nergal nie jest szkodliwy. Czy szkodliwy jest hałas jaki wokół niego powstaje? Prawdopodobnie jest pożyteczny. O co właściwie jest ten cały hałas wokół Nergala?

Chciałoby mi się napisać: zapytajcie Nergala. Ale nie napiszę, bo z tego co do tej pory wyczytałem, to niewiele ma na ten temat do powiedzenia. Może nawet nie ma pojęcia. Wygląda na to, że coś tam robił, co lubił robić, potem ktoś mu coś zaproponował do robienia, zgodził się i nagle jakiś ksiundz wyskakuje, że to niewłaściwie. A co może być niewłaściwego by muzyk robił wokół muzyki? No powiedzmy, że wyrazem jego poetyckiej duszy jest satanizm. Ot takie niekonwencjonalne podejście do życia i oryginalne. Kto wie, może nawet jakiś bunt wobec zastanego systemu, kreującego rzeczywistość. Każde pokolenie buntuje się wobec tego co zastaje, każdy nastolatek burzy się przeciwko starym, którzy niewiele wiedza o życiu i w ogóle niewiele rozumieją. Niektóre pokolenia były sterowane przez ten system tworzących ludzi, by ten bunt wyrażał się w konkretnych i zaplanowanych obszarach działań. Niektóre pokolenia nie. Były czasy, że ten bunt młodego pokolenia nikomu do niczego był niepotrzebny, wręcz szkodził. Ale czasy się zmieniają i znaleźli się tacy, którym taki bunt może przynieść sporo - cokolwiek by to miało być, się opłaca i warto się angażować.

Padło na Nergala? No jasne. On o tym nie wie? Nie musi, to nie musi być jego interes. Teoria spisku? Nie ma sprawy, nie przejmuj się. Większość ludzi żyje jako ofiary i mają się nieźle. Tylko nielicznym dane jest sterować masami. Tylko nie zwątp, że funkcjonujesz poza systemem. Funkcjonujący poza systemem wypełniają szpitale psychiatryczne i są argumentem, by zabijać takich jeszcze przed narodzeniem.

.

czwartek, 15 września 2011

Modlitwa za Adama Darskiego i jego fanów

Ryszard Cebula modli się za Adama Darskiego




Przemysław Babiarz modli się za Adama Darskiego





Tomasz Terlikowski modli się za Adama Darskiego






Zachęcamy do modlitwy różańcowej w intencji Nergala i osób zwiedzionych jego twórczością.  Szczegóły na portalu Fronda.pl

Jak odróżnić człowieka wolnego od głupiego

Najprościej byłoby napisać, że wystarczy wyjść na ulicę, popatrzeć i posłuchać. Można bez wychodzenia z domu wrzucić jakiś poważny temat na Facebook.

Czym jest wolny wybór i podjęta decyzja, a czym niezrozumienie wolności i brak decyzji.

Pięknie obrazują to słowa, które wyczytałem niedawno: "stój bo strzelam". No i mamy wolny wybór - stoimy. Decyzja podjęta i nie ma to tamto. Być może i decyzja podjęta niekoniecznie przez nas samych lub bez jakiegoś przymusu. Ale nic nie dzieje się bez naszej zgody. Taka sytuacja nie dotyczy każdego człowieka i wcale nie ma tu istotnego znaczenia dostęp do broni. Tam, gdzie dostęp do broni jest powszechny są ludzie, którzy umierają na zwykłą śmierć, większość nie zostaje zabita przez jakiegoś narwańca i są tacy, którzy mimo, że tam żyją z bronią nie maja do czynienia. Chodzi o to, że trzeba spełnić określone warunki by usłyszeć słowa: "stój bo strzelam". Skoro decyzja została podjęta, nie ma odwrotu. A każda próba wmawiania ludziom w takiej sytuacji, że mają inny wybór jak pozostać w miejscu i mogą z niego korzystać bo są wolnymi ludźmi, jest zwykła głupotą.

Podobnie człowiek uzależniony. Powiedzmy alkoholik, który odstawia alkohol. To musi być dla niego decyzja jednorazowa i bez odwrotu. Inaczej nie ma się co oszukiwać, jeżeli nie ma decyzji o abstynencji, to znaczy, że powrót do picia jest wkalkulowany w przyszłość i jak najbardziej ma prawo się wydarzyć. Czy to jest właściwe rozumienie wolności? No raczej jeżeli alkoholik, który chce być abstynentem, zastanawia się nad możliwością kupowania sobie piwa, do tej abstynencji nie dąży. Przyjmując za pewnik, że alkoholizm jest chorobą śmiertelną, człowiek taki postępuje jak ten, który by się poruszył mimo wycelowanej w siebie broni.

Postępować głupio jest łatwo. Łatwo też rozfilozofować się na ten temat. Ale jak widać po dwóch powyższych przypadkach, konsekwencje stają się nieuchronne i nieodwracalne. Nie wszystkie złe wybory mają takie konsekwencje. Wiele spraw jest odwracalnych i nawet uszlachetniających, ponieważ uwrażliwiają nas na owe konsekwencje, rozumiemy więcej, umiemy więcej przewidzieć. To może prowadzić do lepszych decyzji w przyszłości.  Mądrość życiowa płynie z doświadczenia, ale prawdziwie wielka mądrość życiowa, płynie z doświadczenia drugiego człowieka. Nie trzeba powielać czyichś, znanych sobie błędów, by się przekonać, jak to działa, wystarczy obserwować.

Znaleźć się w trudnej sytuacji nie musi być haniebne, popełniać błędy jest łatwo. Łatwo jest też znaleźć usprawiedliwienie i winnych. Rzecz jasna wszystko na zewnątrz, poza sobą. Tylko człowiek szlachetny wykorzysta wrodzoną umiejętność do autorefleksji. Tylko taki człowiek naprawdę poprawi swoje życie, który poprawi siebie. Tylko taki człowiek, który ceni wolność, będzie umiał ją w swoim życiu kształtować. Rzecz jasna znajdą się tacy, którzy tylko udają, że cenią wolność, ale ich życie nie będzie udane. Znajdą się i tacy, którzy nie zechcą podjąć trudu autorefleksji i dopóki będą mieli taką możliwość, będą szukać winnych, szkalować bliskich i znajomych, by samemu czuć się ze sobą w miarę dobrze, ale dobrze z nimi przebywać nikomu nie będzie.

To dlatego lepiej z mądrym zgubić niż z głupim znaleźć.

wtorek, 13 września 2011

We własnym interesie

Każdy z nas funkcjonuje i działa we własnym interesie. Świetnie to rozumieją ludzie, którzy sugerują nauczyć się lepszych sposobów sprzedaży. Podkreślają wyraźnie, że każdy z nas kieruje się stale własnym interesem i próbuje wyciągnąć jak największy zysk. Wszystko jest odbierane ok gdy chodzi o relację sprzedawca klient. Ale co się robi gdy zaczyna chodzić o interesy polityczne? Manipulacja w tym obszarze sięgnęła takiego pułapu, że w obronie interesów danego polityka zaczynają oddziaływać tzw. pożyteczni idioci, czyli osoby nie mające wspólnego interesu z politykiem, ale broniący jego interesu za wszelką cenę. Czasem nawet uświadomiony idiota zrobi z siebie jeszcze większego idiotę, tak jakby to miało go wybawić z idiotyzmu.

Dzięki p. Najfeld, która kilka lat temu powiedziała działaczce pro aborcyjnej, że jest na liście płac instytucji aborcyjnych dowiedzieliśmy się tej prostej prawdy (oj naiwni, naiwni). Część ludzi uwierzyła w określenie "non profit" i jęła bronić czci osób, którzy głoszą zbawienne dla ludzkości efekty zabijania jeszcze nie narodzonych dzieci. Niektórzy nawet w nie uwierzyli i w absolutnie dobrej woli, choć zupełnie nie świadomi, zaczęli napędzać kasę owej działaczce i wielu innym z tego grona. To jest właśnie idealny przykład pożytecznego idioty.

Innym dobrym przykładem pożytecznego idioty jest palący, twierdzący, że jemu palenie i palący nie przeszkadzają. Nauka w latach 50tych XX w. udowodnili, że palenie zabija. Nie ma od tego odwołania. Każda sprawa w sądzie kończy się odszkodowaniem ze strony koncernów tytoniowych. A tacy, którzy mówią, że palą i nic im nie jest, przyczyniają się jedynie do śmiertelnych przypadków wśród palących. Kiedyś oglądałem film dokumentalny na ten temat. Jeden z dyrektorów koncernu tytoniowego stwierdził na koniec, że on zdaje sobie sprawę, że papierosy zabijają, ale on chce wykorzystać zarobione pieniądze na wykształcenie syna.

Jak wygląda pożyteczny idiota w polityce? Ano podobnie. Nie ma żadnego interesu w tym, by dana partia wygrała, ale głosuje na nią i namawia do tego innych. Zdarza się nawet, że działa wbrew własnemu interesowi pracując na rzecz wybranej partii. Nie tylko nic z tego nie ma, ale wręcz sobie zaszkodzi i będzie z tego dumny.

Jak to jednak jest działać we własnym interesie? Czy chodzi o to by gonić palących, polityków i interesantów fhłelerę?

Wystarczy się kapować i przestrzegać, jak sądzę. Jak widać po przypadku p. Najfeld tacy ludzie sami na siebie strugają kije. To ta interesowna działaczka była oskarżycielem. Szydło jednak wyszło z worka i wszystko się wydało. Dziwić się można tylko tym, którzy zdając sobie sprawę, że stali się jedynie narzędziem do robienia kasy przez cwaniarę, pozostaną jej wierni lub może i ją odrzucą w deklaracji słownej, ale pozostaną przy nakręcaniu jej interesów.

Wycofanie się z błędu nie jest hańbą. Hańbą jest trwanie w błędzie za wszelką cenę. Bronić się można świadomością. Wiedza i orientacja nie boli, a chroni przed bólem.

.

niedziela, 11 września 2011

Po konsekwencjach poznacie ich

Od czasu do czasu zaglądam na bloga "ANTY-TAROT". Prowadzi go osoba, próbująca przestrzec potencjalnych klientów wróżących z kart, ale przede wszystkim wchodzących w świat tarota, jakim to jest niebezpieczeństwem. Autorka koncentruje na zniewoleniu do jakiego można się doprowadzić, obrazując to dodatkowo różnymi treściami tarocistów, byłych tarocistów i słowami osób, którzy mają podobne zdanie. Kilka razy nawet zastanawiałem się nad podobieństwem mechanizmów zniewolenia od nieznanych bytów duchowych, ale określanych jednoznacznie mrocznymi, do mechanizmów uzależnienia od środków zmieniających świadomość. Zmiana świadomości to nie jedyny wspólny czynnik. Kolejnym znaczącym wspólnym czynnikiem jest oderwanie od zdrowego rozsądku. Bo jak inaczej można nazwać wchodzenie w obszary życia, które przynoszą ludziom szkodę. Co poza wewnętrznym przekonaniem chroni takie osoby? Czy ludzie, którzy wylądowali na dworcach od początku planowali sobie taki los? Czy raczej wchodząc w niebezpieczne dla siebie obszary życia, np. spożywanie alkoholu, byli przekonani, że nie doprowadzą się do takiego stanu. Między bezdomnymi są osoby z tytułami profesorskimi! To nie są ludzie, którzy są bezdomni od urodzenia.

Kiedyś dziękowałem Bogu, że moim doświadczeniem był alkoholizm. Ponieważ na alkoholizm jest sposób, dzięki któremu można wrócić do normalnego życia. Jako alternatywę stawiałem sobie wypadek na przejściu dla pieszych. Do dziś nie wiem, czy bym potrafił  się podnieść. Ostatnio zastanawiam się, co by było gdyby moim doświadczeniem miał być okultyzm. Czy potrafiłbym się z tego wydostać?

"Coś się przykleiło", to post, który mnie poruszył. Jest tam odnośnik do forum wiara.pl, który obrazuje postawę osoby trzymającej się z daleka od kart, ale jednocześnie nie odgradza się od ezoteryzmu. Ja wiem, że ezoteryka różni się od okultyzmu, jednak w wielu aspektach te dwie dziedziny się przenikają. I najczęściej jest tak, że jak ktoś para się jednym, to sięga i do drugiego. W każdym razie podobieństwa do uzależnień są podręcznikowe. Wielu alkoholików pije piwo, żeby nie sięgać po mocne trunki. Nie stają się od tego w żadnej mierze mniej uzależnieni, ale wierzą, że zachowują  się  bezpiecznie. Wielu alkoholików szykuje sobie swego rodzaju wolne od obowiązków i swojej zwykłej codzienności, by w takiej chwili ruszyć w tango. Nie zdają sobie sprawy, że ich życie toczy się jedynie wokół alkoholu. Nawet jeżeli ich statut społeczny jest wysoki, mają swoje obowiązki i spełniają je wzorowo. Cały czas chodzi jedynie o to tango.

Wpis na blogu sugeruje, że tarot rządzi zarówno tarocistą, jak i osobami zwracającymi się do tarocistów. Wierzę w to. Ponieważ wiem, że tarot jest narzędziem nie w rękach człowieka, a owego bytu ze świata duchów, którego nawet sami tarociści określają mrocznym. Może ci, którzy zaczynają lub jeszcze potrafią to wypierać, nie przyznają się do tego, ale to o niczym  nie świadczy. Pośród ogółu społeczeństwa, jedna piąta, będzie miała problem z alkoholem, ale nikt nie zna mechanizmu na to jak wskazać kto. To jednak nie chroni tych, którzy potrafią się dzięki temu ukryć, za swoim alkoholizmem, bardziej lub mniej, ale już, będąc tego świadomym.

Na temat magii polecam swój wcześniejszy wpis o magii i wszechpotteryzmie. Pisałem też o tym, pod wpływem czego poddajemy się owym mrocznym praktykom. Swoistymi bramami są: strach, ciekawość, władza i tzw. najsłabszy punkt.

Osoba pisząca na forum broni się przed przyznaniem do zniewolenia określeniem "nie każdego katolickie normy dotyczą". Jak widać katolickie normy są dla niej swego rodzaju wewnętrznym kodeksem. Niby dlaczego miałaby je rozumieć inaczej, skoro żyje właśnie według określonego kodeksu, choć jak już wcześniej wskazywałem jest w tym pomieszanie z poplątaniem. Część tego kodeksu pochodzi z okultyzmu, część z wiedzy ezoterycznej, trochę magii, psychologii, wrażeń estetycznych, zjawisk paranormalnych, takie zamieszanie wskazuje na większa swobodę. Ale swoboda w takim wydaniu ma niewiele wspólnego z wolnością, ponieważ wolność to nie jest robienie wszystkiego i/lub byle czego. Wolność to możliwość stanięcia po stronie dobra i prawdy, ale o tym mówi katolicyzm, który ma tu być widziany jako system nakazowy, totalitarny. Dobro i prawda jest określona. Miszmasz, który stoi w opozycji do katolicyzmu nie tylko stwarza pozory nieokreślonego, co ma być symptomem wolności, ale też wbrew deklaracji tolerancji, jest atakiem nie tylko na katolicyzm i katolików, ale na dobro i prawdę przede wszystkim. Z czegoś ta mroczność musi przecież wynikać.

Ludzie, którzy wplątali się w tą swoistą walkę duchową są przekonani, że są po właściwej stronie. Stąd moje wcześniejsze odniesienie do zdrowego rozsądku. Jak widać po przykładzie alkoholików, których też wcześniej opisałem, mimo odcięcia od zdrowego rozsądku  potrafią oni spełniać swoje obowiązki, prowadzić wielkie firmy,  otrzymywać rodziny na wysokim poziomie  materialnym,  być  politykami  (Churchill).  Utrata kontaktu ze zdrowym rozsądkiem nie musi oznaczać jakiegoś rodzaju degeneracji życiowej. Chodzi o ten konkretny aspekt jakim jest alkohol dla alkoholika,jak też zależność ludzi od inteligentnych i mrocznych sił duchowych, stojących po przeciwnej stronie katolicyzmu. Przy czym warto zaznaczyć, że tam gdzie dominuje Islam, opozycja jest wobec Islamu, tam gdzie Judaizm, opozycja wobec Judaizmu, gdzie Prawosławie, wobec Prawosławia itd. Przy czym w miszmaszu na terenie katolickim dodaje się coś z Islamu i Prawosławia, a tam, coś katolickiego. Wszystko dla zachowania pozorów. Bo na tym właśnie polega duchowa walka, albo stajemy po stronie miłości, albo miłości udawanej i pozornej. Inaczej ujmując bezwarunkowej lub warunkowej. Każdy wybiera wedle własnej woli, niekoniecznie sumienia i pragnień, bo pragniemy i potrzebujemy miłości bezwarunkowej. Jednak jak widać w całej historii ludzkości, wielu nie potrafi poddać się miłości bezwarunkowej i wybiera zależności, interesowność inne pozwiązania, a potem jest "płacz i zgrzytanie zębów", ponieważ to ma to nie tylko swoje konsekwencje, ale również swoje wymagania doczesne.

.

czwartek, 8 września 2011

Sekty, z czego wynika zagrożenie

W sektach techniki wywierania wpływu służą jedynie dezintegracji dotychczasowej osobowości i nadaniu nowej – kultycznej. Można to osiągnąć, poddając ścisłej kontroli każdy aspekt życia członków sekty: psychiczny, intelektualny, emocjonalny, duchowy.

Obecnie funkcjonuje wiele definicji słowa „sekta” (socjologiczne, teologiczne, psychologiczne i prawnicze). Skutkuje to tym, że liczne nowe grupy religijne w celu zakamuflowania swojej tożsamości przypisują sobie nazwy Kościołów, zborów, stowarzyszeń, związków, organizacji, szkół, centrów czy ośrodków. W Polsce i na całym świecie funkcjonują ośrodki informacji o sektach i nowych ruchach religijnych.

Według Raportu MSWiA za sektę można uznać każdą grupę, która posiada silnie rozwiniętą strukturę władzy, jednocześnie charakteryzuje się znaczną rozbieżnością celów deklarowanych i realizowanych oraz ukrywaniem norm w sposób istotny regulujących życie członków. Sekta narusza podstawowe prawa człowieka i zasady współżycia społecznego, a jej wpływ na członków, sympatyków, rodziny i społeczeństwo ma charakter destrukcyjny.

Centrum Przeciwdziałania Psychomanipulacji w Lublinie za sektę uznaje grupę, w której występuje jednocześnie wysoki poziom totalności i psychomanipulacji.

Instytucję totalną charakteryzuje: indoktrynacja obejmuje wszystkie dziedziny życia człowieka, wszystkie dziedziny życia podporządkowane są jednemu nadrzędnemu celowi, następuje nie tylko przecięcie więzi z przeszłością, ale również zniszczenie jej w umyśle uczestników, „nowy człowiek” myśli w kategoriach narzuconego systemu, „nowy człowiek” mówi określonym, przygotowanym do tego celu językiem.

Psychomanipulacja to celowe, świadome i zaplanowane działanie, mające na celu wywieranie wpływu na drugą osobę i skłonienie jej, by zachowywała się, myślała i czuła w określony sposób, przy czym osoba manipulowana nie jest tego świadoma. Celem działania manipulatora jest zawsze wykorzystanie osoby manipulowanej materialnie, psychicznie czy duchowo.

Sektą zatem będzie grupa, w której totalność i psychomanipulacja występują jednocześnie i w znacznym stopniu. Takie instytucje, jak klasztory, jednostki wojskowe, policja charakteryzuje stosunkowo wysoki poziom totalności, jednak w żadnym wypadku nie można określić ich mianem sekty. Nie występuje tam bowiem proces psychomanipulacji.

Sukcesy nowych ruchów religijnych można wytłumaczyć tym, że trafiają one w potrzeby współczesnego człowieka. Josh McDowell i Don Stewart wyodrębnili cztery podstawowe kategorie przyczyn, dzięki którym ludzie wstępują do sekt:

1. Intelektualne – wiele sekt dba o zachowanie pozorów naukowości, zyskując wiarygodność, gdy starają się udzielać odpowiedzi na najbardziej egzystencjalne pytania człowieka, zdają się oferować proste, gotowe odpowiedzi na skomplikowane pytania i sytuacje. Odpowiedzi te są uproszczonymi wersjami tradycyjnych prawd i wartości lub całkiem nowymi spojrzeniami, będącymi efektem synkretycznego rozumowania.

2. Emocjonalne (psychologiczne) – kulty oferują zaspokojenie podstawowych potrzeb emocjonalnych człowieka. Naturalną, ludzką potrzebą jest wyodrębnienie się z anonimowego tłumu i zyskanie poczucia, że jest się wyjątkowym. Istotną rolę odgrywają również czynniki estetyczne: kolorowe stroje, muzyka, tajemnicze obrzędy, taniec. Wszystko to sprawia, że osoby mające z tym kontakt „dobrze się bawią”.

3. Społeczne – przywódcy sekt doskonale zdają sobie sprawę z tego, że człowiek jest istotą społeczną. Niemal każda sekta krytykuje istniejące stosunki społeczne: zepsucie relacji międzyludzkich, manipulacje polityczne, upadek wspólnot kościelnych, wszechobecną anonimowość, wyzysk pracowników w zakładach pracy. Nowe ruchy religijne oferują też spełnienie potrzeby aktywności: praca charytatywna, walka o pokój na świecie, zbieranie datków na budowę świątyni, działalność wydawnicza.

4. Duchowe – sekty proponują „nową duchowość”. Jest ona odpowiedzią na tkwiącą w człowieku wrodzoną potrzebę transcendencji. Osoba wychodzi poza to, co tylko ziemskie i kieruje się ku temu, co nadzwyczajne i duchowe. Silna potrzeba wiary w Absolut, który jest wytłumaczeniem samego faktu stworzenia, jest nierozłącznie związana z człowieczeństwem. Niemal wszystkie sekty w oficjalnych doktrynach zalecają rygorystyczną moralność oraz podkreślają aspekt wyrzeczenia. Oferują techniki medytacji, za pomocą których można osiągnąć niezwykłe doświadczenia religijne. Przywódca często proponuje również kierownictwo duchowe. Guru jest wówczas dla swoich wyznawców przewodnikiem.

Powyższe zestawienie przyczyn wstępowania do sekt nie wyczerpuje tematu. Jednakże ludzie otrzymują coraz więcej narzędzi do skutecznego przeciwdziałania sektom. Jeśli profilaktyka nie okazuje się skuteczna i ktoś z najbliższych doświadcza groźnego wpływu grupy destrukcyjnej, zawsze można zgłosić się po poradę do jednego z licznych ośrodków pomocy działających na terenie Polski.

Oparłem się tutaj o tekst:
Dariusza Hryciuka

środa, 7 września 2011

Maleo Reggae Rockers "Rzeka Dziecinstwa"_Promomix








Oto promomix płyty "Rzeka Dziecinstwa". Zapraszamy do odsłuchu.

Najnowszy album Maleo Reggae Rockers „Rzeka Dzieciństwa" jest wydarzeniem niespotykanym i zupełnie wyjątkowym na rodzimym rynku muzycznym -- oto zespól nagrał materiał, na który składają się jego autorskie wersje piosenek największych polskich muzycznych mistrzów wszechczasów -- Niemena, Grechuty, Nalepy, Krajewskiego i innych. Utwory te po raz pierwszy zostały zagrane w wersji reggae, jednocześnie pieczołowicie zachowując charakter oryginałów! 

Zespół dostał zgodę nawet od tych którzy nigdy nie godzą się na żadne adaptacje swoich utworów. Seweryn Krajewski i p. Małgorzata Niemen wyrazili zgodę po wysłuchaniu pierwszych wersji ze studia piosenek „Płoną Góry, Płoną Lasy", „Pod Papugami" i „Jednego Serca"!

Piosenki nawiązują stylistyką do dokonań wczesnych The Wailers -- roots reggae z elementami rock steady, blusa i funky, wszystko mocno osadzone w klimacie lat 60 i 70 tych. Osiągniecie takiego efektu było możliwe dzięki nagraniom na tzw. „setkę", tak jak robiono to w tamtych czasach. Całość materiału została zarejestrowana w studiu Sound &More z użyciem całej palety starego analogowego sprzętu i instrumentów z tamtych lat, jednocześnie wykorzystując możliwości współczesnej technologii audio. Następnie nagrania trafiły do studio As One gdzie zostały zmiksowane przez dwójkę mistrzów reggae i dubu Mario Dziurexa Activatora i Jarka „Smaka" Smoka. Materiał muzyczny dzięki tym wszystkim staraniom zachowuje spójność i świeżość. Dodatkowo zaproszeni goście; wokaliści i raperzy młodego pokolenia (Wilku, Gutek ,Lilu ,Ras Luta, Pięć Dwa), komentują teksty starszych mistrzów z pozycji XXI wieku, co okazuje się b. ciekawym zabiegiem .

Płytę pointuje zaskakująca wersja Etiudy Rewolucyjnej w wersji Dub!

Track Lista:
1. Pomaluj Moje Sny
2. Płoną Góry, Płoną Lasy feat. Mateo Pospieszalski
3. Pod Papugami feat. Lilu
4. Rzeka Dzieciństwa feat. Ras Luta
5. Jednego Serca
6. Korowód II feat. Gutek
7. Kiedy Byłem Małym Chłopcem feat. Wilku
8. Zegarmistrz Światła
9. Gdybym Był Wichrem
10. Strzeż Się Tych Miejsc feat. Pięć Dwa
11. Etiuda Rewolucyjna Dub

wtorek, 6 września 2011

Nie wierzę politykom

Powszechnie wiadomo gdzie można sobie wsadzić polityczne obietnice. Wszyscy znamy cel w jakim są udzielane i naprawdę nie ma co liczyć na jakieś ich wykonanie. Cały ich żywot realizuje się podczas kampanii wyborczych. Są jak te muchy co rodzą jedynie w celu kopulacji, nawet się nie odżywiają.

Ale to jeszcze nie znaczy, że należy polityków odsądzać od czci i wiary. Pozostają ludźmi i po ludzku się zachowują. Ostatnio zaskoczyli mnie rozmówcy twierdząc, że jeżeli komentuję jakieś zachowanie polityka, próbuję agitować i z pewnością się mylę, bo to z pewnością zły człowiek jest i ma niecne zamiary. Chodziło o debaty.

Zgodnie z własnym przekonaniem napisałem, że nie lubię kłótni i nic z nich nie wynoszę. Wolę słuchać ludzi zainteresowanych jednym tematem i jednym wobec niego podejściem. Wtedy mam szansę naprawdę wysłuchać tego co kto ma do zaproponowania i dokonać wyboru według moich poglądów. Tym samym korzystam, ponieważ mogę się dowiedzieć czegoś nowego, usłyszeć inne podejście i odmienne zdania. Podczas kłótni ani nie ma szans czegoś powiedzieć, ani przekazać, ani usłyszeć.

Zostało to odczytane jako wsparcie dla imć pana premiera J. Kaczyńskiego. Powód był prosty - odmawia on udziału w debatach na dotychczas proponowanych warunkach.

Imć pan premier Tusk również odmawia debaty na dotychczas proponowanych warunkach. Jednak zło nazywa się kaczyzm. Tuskizm może i nie jest dobrem, ale złem na pewno mniejszym. Polska natomiast jest krajem mniejszego zła. Tu nie ma miejsca na podział dobro-zło. Tu jest mniejsze i większe zło. Dobrze jest tylko na papierach.

Faktem jest, że na PO i Tuska w każdej innej formie, nie zagłosuję. Nie ma to nic wspólnego z moimi, czy jego poglądami politycznymi. W deklaracjach słownych mówimy o tym samym. Ja się kieruję ekonomią. Nie popieram ludzi, których interesy on broni i reprezentuje i nie popieram takiego robienia interesów. To dzicz nie biznes. Ja stoję po stronie człowieczeństwa i ludzkich zachowań, wynikających, że tak to nazwę, z głosu serca i wartości, niech będzie chrześcijańskich, ale można je określić uniwersalnymi. Najkrócej określając - dając takie same szanse każdemu. Jaką partią jest PO opowiadał jego ekscelencja, obecnie, marszałek Sejmu RP pan Niesiołowski, jak jeszcze myślał, że będzie pisiakiem.

.

niedziela, 4 września 2011

Jak uśpić czujność

Powszechnie wiadomo, że "nie od razu Kraków zbudowano". Innymi słowy trzeba czasu i cierpliwości by czegoś dokonać. Potrzebna jest też strategia i wytrwałość. Jak ktoś ma zamiar dopiąć swego, osiągnąć cel, musi nad tym systematycznie pracować.

Niektóre rzeczy mają celu powszechne i ogólne dobro, rozwój i wspaniałomyślność. Lubimy jak ktoś przejmuje się bardziej i więcej robi, a nawet chętnie korzystamy z takiego, czyjegoś zaangażowania.

A co jeżeli ktoś ma destrukcyjne cele?

Mechanizm jest ten sam. "Najpierw powoli, jak żółw ociężale..." jak powiada poeta. Wyobrażamy sobie, że jak ktoś ma cel destrukcyjny to robi jedno konkretne uderzenie. Tak jak wybuchają wojny, tak jak wybuchają bomby i tak jak "złodziej w nocy", niespodziewanie i konkretnie. A jednak nie. Wojny nie wybuchają z dnia na dzień, bomby to też nie przypadek, a przemyślane działanie i złodziej też nie przychodzi byle gdzie i nieprzygotowany. Wszystko jest przygotowywane, nawet działania destrukcyjne. Im skrupulatniejsze przygotowania tym efektywniej osiągnięty cel.

Np. nasz premier, Donald Tusk. Czy ktoś jeszcze pamięta, jak obiecywał że jego rząd nie będzie się kierował interesami zwykłych ludzi? Czy ktoś pamięta, od kiedy naigrywa się z katolików? Prawdopodobnie nikt nie pamięta jak tłumaczył swoje zaangażowanie w politykę w ogóle, na samym początku kariery i jakie określał cele. Podobnie patrzymy na Waldemara Pawlaka, Jarosława Kaczyńskiego, Janusza Mikkego i innych. Patrzymy na to co dziś, nie pamiętając z czego to wynika. A wynika ze skrupulatnie realizowanego planu.

Dlaczego tak się wyczuliłem na taki mechanizm?

Otóż kiedyś popadłem w swoiste zniewolenie, którego efektem było poczucie braku umiejętności korzystania z własnej woli, przez co, swoje własne problemy życiowe, postrzegałem niczym w krzywym zwierciadle, jakby nie pochodziły ode mnie. Inaczej pisząc, oszukiwał mnie mój własny umysł. Wyjątkowo destrukcyjne działanie i autodestrukcyjne doświadczenie. Zaczęło się tak, że nie potrafię określić tego momentu. Z pewnością nie od razu było za późno. Na początku z pewnością wielokrotnie się reflektowałem. Ale przyszedł taki moment, też nie wiadomo kiedy, że przestałem się reflektować i żyłem już tylko w irracjonalnym świecie, którego celem było jedynie to, bym się trzymał z dala od prawdy o sobie.

To doświadczenie zrobiło na mnie takie wrażenie, że zrobiłem się nawet ponad normę czujny. Chociaż, szczerze przyznam, nie umieć określić normy. Natomiast umiem określić swoją wrażliwość w obszarze samozakłamania, jako czujność lub uważność. Dzięki tej uważności dość szybko odczytuję zagrożenia.

Ostatnio dużo swojej uwagi poświęciłem trudnościom i zagrożeniom natury duchowej. Zauważyłem, że człowiek, który chce stanowić całość musi realizować swoje potrzeby duchowe. Jak się przyjrzeć ludziom widać to gołym okiem. Każdy z nas stara się wypełnić głód poznania duchowego. Nawet jeśli nie wie jak i błądzi. W każdym razie celem poznania duchowego jest samookreślenie. Gdyby do samookreślenia, świadomości siebie i swojej roli w tym czasem dziwnym świecie, wystarczył materializm, czy inaczej nasza fizyczność, bogactwo przynosiłoby szczęście i to szczęście byłoby niepodważalne. Niestety, nasza fizyczność jest najbardziej przemijalna i nietrwała. Nie daje gwarancji na nic, przez co nasza samoświadomość skonstruowana jest na niepewności. Nie tego od życia oczekujemy. Podobnie jest ze sferą emocjonalno-uczuciową, psyche. Chociaż tutaj można sporo zdziałać i pozostać zapamiętanym po odejściu, jednak nie zabezpiecza to nas przed lękiem przemijania. Wielkie pole do popisu daje nam tutaj wyrażanie siebie poprzez artyzm. Tylko, który artysta jest pewien, że jest lub będzie podziwiany. Zresztą nie trzeba być artystą, by stale potrzebować komplementów i wyrazów docenienia, dla rozwiewania swoich egzystencjalnych niepewności. Duchowość, która nas określa we własnym pojęciu siebie, zaspokaja tą właśnie niepewność egzystencjalną. Daje odpowiedź na pytanie kim jestem i po co. Im głębiej wchodzimy  w naszą sferę duchową, tym wyraźniej to odczuwamy. Ludzie, którzy doznali kontaktu z Bogiem mają nieprzepartą wolę utrzymania jej i dla tych celów dokonują rzeczy, które w pozostałych obszarach życia trącą brakiem trzeźwości. Ludzie, którzy doznali kontaktu z jakąkolwiek namiastką Boga zachowują się podobnie. Stąd ostrzeżenie o własnych słabościach, uległości wobec grzechu, fałszywych prorokach, wilkach w owczych skórach i wręcz szatanie podającym się za anioła światłości. Łatwo jest o tym myśleć w kategoriach posłuszeństwa wobec księży katolickich, trudno, gdy się rozumie, że chodzi o własne sumienie. Po co Bóg stworzył człowieka, skoro w tym momencie nie było jeszcze śmierci, bo śmierć przyszła dopiero z grzechem pierworodnym. Po co Bóg stworzył Eden, skoro wokół była absolutnie dziewicza natura, o której człowiek jeszcze nic nie wiedział.

W sferze duchowej odbywa się wielka bitwa, a człowiek bierze w niej udział, bardziej lub mniej świadomie. Tu są tylko dwie strony - miłość, a naprzeciwko niej to co udaje miłość. Człowiek uczestnicząc w tej bitwie określa się, po której stoi stronie. Podobnie jak w prawie, nieświadomość nie ma tu nic do rzeczy. Odpowiada się za swoje wybory i wynikające z nich czyny. A wyboru dokonuje się pod wpływem tego co podpowiada własny umysł. Jeżeli człowiek jest zniewolony, jego wybory będą autodestrukcyjne, chociaż przekonany będzie, że jest odwrotnie. Podobnie działają czynniki zewnętrzne, namowy, sugestie, różnego rodzaju nakierowania, które więcej mają wspólnego z podpowiadającym, niż interesem własnym. Warto pamiętać o złych ludziach, mających jakiś zły interes, którzy użyją wszelkich dostępnych im środków i możliwości by wpłynąć na wolność wyboru. Będą to właśnie te drobnymi, niezauważalnymi kroczkami czynione postępy dla wpływania na innych. Nie wolno nam też zapominać o królu kłamstwa i udawania. Wiara w szatana na progu XXI w. może i nie przystoi, ale nikt nie może zaprzeczyć ani rosnącemu zainteresowaniu tym tematem, jak i rosnącemu zapotrzebowaniu na egzorcyzmy. Zaprzeczanie jest narzędziem szatana.

Bo właśnie o rosnącym wpływie satanizmu na nas i naszą samoświadomość, chciałem nawiązać w tym swoim wpisie. Coraz więcej elementów satanizmu przyswajamy w naszej codzienności i dość obojętnie się do nich odnosimy. Zdarzają się też i coraz mniej obojętne zachowania wobec napomnień. Rosnąca agresja wobec wierzących, wiernych i trwających przy swojej wierze katolików. Kiedyś nikt nie dyskutował na temat zła jakie niesie za sobą zabijanie dzieci w łonie matki. Nawet ludzie, którzy dopuszczali się takiego czynu nie zaprzeczali złu. Dziś robi się z tego cnotę. Trwało to ładnych kilkadziesiąt lat, ale cel został osiągnięty. A satanizm to przecież zaspokajanie doświadczenia duchowego...

.