piątek, 18 listopada 2011

Szeroka gama refleksji

Dzisiaj miałem ciekawą sytuację do poobserwowania.

Chodzę na zakupy na Giełdę Elbląską. Wychodząc dziś przed południem ze zwyczajowych zakupów, które należą do mnie usłyszałem głos kobiecy, w domyśle, kobiety dojrzałej: "cztery torby zakupów, torebka, normalnie jak wielbłąd". Obejrzałem się i zobaczyłem osobę, która wcale sobie nie dowcipkowała, była rozeźlona.

W jednej ręce telefon przyłożony do ucha, pod pachą torebka większa od mojego plecaka, a w drugiej ręce białe worki, zwane "reklamówkami", w których znajdowały się przedmioty wielkości bułki, może małego chleba.

Nie pochwalę się refleksjami jakie przeszły mi na ten widok przez głowę. Raczej zaproponuję zabawę. Wyobraź sobie taki widok i pomyśl, co mogłoby przyjść Ci do głowy na ten widok. 

To co pomyślisz, świadczy jedynie o Tobie. To co pomyślisz, to autorefleksja. Zawsze kiedy myślisz o kimś innym, a jeszcze lepiej, gdy mówisz na czyjś temat, będzie to autorefleksja. Najlepsze jest wtedy, gdy mówisz o kimś, a przysłuchuje się temu, ktoś, kto świetnie zdaje sobie sprawę z tego mechanizmu psychologicznego.

Życzę powodzenia ;-)


czwartek, 10 listopada 2011

Palikoktowcy

Czyli wiemy, że chcesz być okłamany. Inaczej nie bylibyśmy w Sejmie RP.

Szef ruchu własnego imienia z pewnością zna się na chwytach biznesowych, właściwie prowadzonym PR na potrzeby biznesu i w ogóle zna się na rzeczy. Jego ruchowa wyznawczyni, coraz szerzej słynąca z przegranej sprawy z p. Najfeld własnie próbuje wykorzystać jego wiedzę i własna moc, czyli plecy, by tworzyć pewien wizerunek, który nie musi, a nawet chyba nie chce, mieć cokolwiek wspólnego z rzeczywistością. Jednym słowem, kłamią, bo wiedzą, kto i po co chce być okłamany. Gdyby ludzie robiący biznesy nie znali się na tym, słabo by im się wiodło. Sprawdza się też zdanie, że dzisiaj rządzą światem kupcy.

Dajmy na to ambaras z p. Nowicką, pomijając już czyją jest matką i żoną, sama: "Wanda Nowicka deklarowała, że jej federacja otrzymuje dotacje, darowizny celem wspierania jej działalności statutowej. Z treści dokumentów z postępowania karnego wynika jednak, że między federacją, a firmami farmaceutycznymi były relacje handlowo-usługowe. Przynajmniej jeden podmiot zlecał federacji wykonywanie usług o charakterze „marketingu społecznego”. Polegały one na informowaniu grupy konsumentów jaką jest młodzież o produktach tej firmy mający charakter antykoncepcyjny, a ściśle wczesnoporonny."

To nie jest wiedza tajemna, z której cała ta rodzina słynie. Można poczytać sobie co twierdzi na ten temat mec. Kwiecień. Wystarczy kliknąć MamProces.pl a jest tam znacznie więcej na temat tego, czym p. Nowicka się zajmuje, skąd i ile ma pieniędzy, nie tylko na działalność statutową, na jaką się powołuje.

Ale żeby to czytać i chcieć wiedzieć jak jest naprawdę, trzeba mieć taką wolę. Większość zawsze spełnia wolę kupców, no i żyją tak, jak im ci każą żyć, bo po co inaczej.

Wolę być katolem niż ateistą

Podstawowa różnica, z ludzkiego punktu widzenia, polega na tym, że jako katolik uznaję życie od poczęcia i traktuję je jako nową i indywidualną osobę ludzką, która, tak samo jak ja, ma prawo do zbawienia. Ateista od poczęcia uznaje prawo tego czegoś do eutanazji. Różnica wynika z postawy wobec siebie i życia.

Ateista to też ktoś, kto kiedy choruje robi tak, jak nikt inny. Broni się w ten sposób przed eutanazją, jednak leczy się szablonowo, jak powszechnie przyjęto. Ja jako katolik choruję jak wszyscy, natomiast leczę się tak jak potrzebuję akurat ja. Dla mnie śmierć nie jest niczym strasznym, a już na pewno nie jest niedozwolonym. Interesuje mnie co dzieje się po śmierci. Zgodnie z nauką ateistów, jedno jest pewne, wierzący na frajerów nie wyjdą, bo jeśli tam nic nie ma, to nie ma.

Różni nas również podejście do samej osoby Boga i Jego ucieleśnienia w postaci Jezusa Chrystusa. Dla mnie sprawa jest prosta. Ateista uważa Jezusa za człowieka. Komplikacja polega na tym, że dla ateisty Jezus nie jest człowiekiem zły albo dobrym, ale jest człowiekiem nieistniejącym. Poza komplikacją, którą trzeba jakoś sobie umieć umiejscowić w umyśle, trzeba wykazać się naprawdę godnym pozazdroszczenia aktem wiary. Tak więc zarówno ateiści jak i katolicy w centrum życia mają Jezusa Chrystusa.

Mi, katolikowi, obecność Jezusa we własnym życiu obrazuje bł. Jan Paweł II i całe zastępy świętych. Ateiście obecność Jezusa w jego własnym życiu obrazuje wiecznie żywy Lenin i cały zastęp ideologów spełniających głównie wyzwanie kreacji nowomowy, przystosowywanej do współczesności.

Mógłbym tak pisać i pisać. Być wierzącym, to kierować się określoną świadomością, która wyjaśnia świat, życie i własną osobę. Ateizm jest tutaj ograniczony. Niestety, nie potrafię uznać tego za świadomość, a jedynie ideologię. Ideologie są niedoskonałe, ponieważ nie spełniają warunków świadomości. Zawsze tak było i pozostanie. Moim celem w życiu jest doskonalenie siebie. Dlatego nie mogę być ateistą, ponieważ ateizm dopuszcza eugeniczny kierunek na wyszukiwanie niedoskonałości, czyli zwyczajnie mi nie po drodze.

.

wtorek, 8 listopada 2011

Promocja zabobonu

Jak czytam na regularnie odwiedzanym blogu "krzysztofjaw" promocja zabobonu i ciemnoty w telewizji publicznej trwa w najlepsze.

Ja tam jestem przekonany, że horoskopy tworzone kiedy Ziemia była jeszcze płaska, wszelkie amulety i talizmany, jasnowidztwa, magia innej treści i okultyzm to zwykła bujda nastawiona na ogłupianie i wykorzystanie głupoty ludzkiej.

Już pominę duchowe aspekty tej działalności, choć zawsze warto mówić o zagrożeniach poważniejszych od pustego portfela i wizerunku zwanego imażem. Jak wyglądają ludzie w oczach innych, gdy uzależniają swoje szczęście od kamyków, droższych, czy tańszych, albo jak wygląda osoba, która na braki finansowe kupuje żabkę wartą kilkakrotnie mniej. A co takie osoby poczną po śmierci, gdzie kamlotów nie da się ze sobą zabrać i nie spotka się żadnego wróża, który podpowie którędy do jakiej bramy. Wcale się nie dziwię zdroworozsądkowym apelom o niepłacenie abonamentów na takie hocki klocki.

Sam, najwyraźniej, mało oglądam tiwi, skoro omija mnie wątpliwa przyjemność oglądania oświeceniowych gadżetów z okresu jaskiniowców. Albo jestem wyjątkowo wybredny, skoro na to nie trafiam. Nie powiem, że filmy oparte na jakichś nawet magicznych opisach rzeczywistości mi się nie podobają. Lubie filmy takie jak: "Beowulf", "Avatar", "Starcie Tytanów" czy "Legion", bardzo dobrze się przy tym bawię i jak ktoś mi przypomni jak wygląda świat naprawdę, nie będę się obruszał, że tam widziałem coś innego, bo widziałem rozrywkę, przeżyłem przygodę, która nie ma wpływu na moje postrzeganie rzeczywistości i odnajdywanie się w niej. A jak ktoś mi mówi, że hałas wokół Nergala, przysporzy mu reklamy, to myślę sobie, że raczej nie da się pogadać na poważnie o co tutaj naprawdę chodzi.

.