czwartek, 23 sierpnia 2012

Jak zutylizować własne człowieczeństwo


Czasem zadaję sobie takie pytanie, najczęściej nieświadomie.

Chodzę sobie po chodnikach tego świata i wielokrotnie ten świat i choćby te chodniki, mnie wyprowadzają z równowagi. I ok, trzeba mieć z czym walczyć w życiu. Gorzej, kiedy to ja sam siebie wyprowadzam z równowagi. Właśnie wtedy staję do walki z samym sobą i nie zawsze jestem tego świadomy. Tracę, tym samym, komfort życia, dobre samopoczucie i jestem nerwowy. Jestem jak zapalnik, który szuka iskry. Nie trudno ją znaleźć, odpalam i się zaczyna...

Ludzkość niemal od samego początku stara się wyłączyć sumienie. Sumienie spowodowało, że Adam schował się w krzakach i do dziś w nich siedzi, ale to inna opowieść. W każdym razie my mężczyźni stale pozorujemy jakieś działania, dodajemy im znaczenia i podkreślamy przeszkody z jakimi musimy się mierzyć. To jest nasz listek figowy. Podobnie kiepsko się miał Kain. Bracia Józefa sprzedali go w niewolę do Egiptu, a nie zabili, bo to było mniejsze zło, coś co pozwoliło pójść na kompromis z sumieniem. Inną sprawą, że z każdego upadku człowieczego Bóg potrafi wynieść dobro na szczyt. Ludzie nie byli w stanie uznać Jezusa za Syna Bożego. Po pierwsze, z ludzkiego punktu widzenia, wyglądało na to, że był z nieprawego łoża. Poza tym reprezentował linię Dawidową, którą zapoczątkował grzech nierządu z morderstwem w tle. Po drugie "czy może coś dobrego wyjść z Nazaretu"? W dodatku z Betlejem? Co to jest Betlejem? Nikt tam nie chciał mieszkać, dopiero "spis ludności" kazał wszystkim wracać do domu. Tylu ich stamtąd dało drapaka, że miejsca nie starczało dla wszystkich. Dosłownie kosmiczna dziura.

No tak, ale historia ludzkości to nie tylko czasy Biblijne. W końcu nastał wiek XVIII, powiedzmy, początek Oświecenia, wyzwolenia ludzkości z okowów niewoli religijnej. Wiadomo przecież, że Chrześcijaństwo parało się przede wszystkim mordem i ciemiężeniem. Dlatego trzeba było zacząć mordować jeszcze więcej i ciemiężyć jeszcze bardziej, by wyzwolić mordowanych i ciemiężonych. Wszystko w imię wyłączania sumienia - chrześcijańskiego zabobonu.

Potem nastał wiek XIX. Matematyka nie jest złą nauką, a to według niej następuje taka kolejność. Ludzie zafascynowani rewolucją przemysłową i możliwościami ludzkimi obliczyli sobie, że niepotrzebna im żadna religia i odwoływanie się do Sił Wyższych. Podobnie niepotrzebne im żadne rewolucje kulturowe. Nawet zaczęli wierzyć, że nie potrzebne są żadne mordy i ciemiężycielstwo, bo każdy może zarabiać łatwiejsze pieniądze. Dziś może faktycznie widzimy, że warunki tamtego robotnika były fatalne, ale nie wolno nam zapominać, że oni decydowali się na nie, bo to było na tamte czasy lepsze rozwiązanie, łatwiejsze życie. Właśnie to życie pokazało, że człowiek może wszystko, jest nieograniczony. Tytanika nie potrafiłby zatopić nawet Bóg.

A potem, na początku XX w. okazało się, że ludziom brakuje Boga. Zaczęły się odnowy religijne. Ale ludzie już myśleli, że owszem Bóg czyni dzieła, ale to ludzie mają ręce. No to nie chciano wracać do takiej religii jak sprzed Rewolucji Francuskiej. Bo już ludzie wierzyli, że nie trzeba robić sobie krzywdy. Ani na sposób w jaki to robiło Chrześcijaństwo, ani tym bardziej na sposób w jaki robiło to niechrześcijaństwo. Znaleziono więc nowy sposób - antychrześcijaństwo. I w imię wolności ludu mordowanego i ciemiężonego zaczęto mordować jeszcze więcej i ciemiężyć jeszcze bardziej. Do głosu doszły dwie opcje walki z chrześcijańskim zabobonem - sumieniem - okultyzm i ateizm.

Okultyzm to nic nowego, choć i dziś potrafi zaskoczyć. Dzisiejszy okultyzm nie wygląda tak jak średniowieczny z kapeluszami i płaszczami magicznymi. Ani nie wygląda jak ten z pierwszej połowy XX w. z rytuałami militarnymi, podziałami narodowymi i hierarchią ras. No może łączy ten okultyzm sprzed 100 lat z tym dziesiejszym Eugenika, ale i ona dziś ma inną twarz od ówczesnej. Zwie się genetyka. Podobnie dzisiejszy samotny alchemik nie przypomina takiego ze średniowiecza. To właśnie dlatego, że w Harrym Potterze są płaszcze i kapelusze, można by uwierzyć, że to bajka, a nie forma duchowej manipulacji.

Ateizm natomiast stał się wyzwaniem dla ludzi religijnych. Musieli oni zrewidować swoje poglądy i utwierdzające je argumenty. Co okazało się rozwojowe dla religii, zwłaszcza Chrześcijaństwa. Ateizm jest bardzo oczywisty również w antysemityzmie, co udowodniono przez lata rządów komunistów w naszym kraju. Staliśmy się przodownikami antysemityzmu, z kraju, który był ostoją spokoju dla Żydów na tle Europy. Pewnie Judaizm też zyskał na ateizmie. Ateizm okazał się jedynie próbą ludzkiego naśladownictwa wielkich religii, najwięcej czerpiąc wzorca z Prawosławia. Skompromitował się jak człowiek w Raju, który spróbował sięgnąć pozycji Wszechmocnego. Wszystko w imię wyłączenia wyrzutów sumienia.

Jakoś człowiek nie potrafi wyciągnąć wniosków ze swojej historii. Usilnie też ucieka od matematyki. Dlatego jest szansa, że ludzkość w imię wolności wejdzie na kolejny etap swojego rozwoju i zacznie mordować jeszcze więcej niż do tej pory i ciemiężyć jeszcze bardziej, byle tylko nie wrócić do stanu z czasów jeszcze sprzed Rewolucji Francuskiej, na ten przykład. Jezus Chrystus powiedział, że tak musi być. Był nie tylko Bogiem, ale i człowiekiem. W dodatku człowiekiem niskiej miary dla sobie współczesnych. Dlatego pewnie wie lepiej od większości z nas co znaczy być człowiekiem. I to właśnie dlatego powiedział, że tak musi być. Będzie coraz gorzej i jeszcze gorzej, zanim nastąpi faktyczna wolność, bez mordów i ciemięstwa. Ale to już będzie ingerencja samego Boga. Są wśród nas ludzie, którzy przeżyli taką osobistą ingerencję Boga we własnym życiu. Oni wiedzą jak to jest z prawdziwą zmianą. Wszyscy uznajemy, że Bóg to taki Mojżeszowy jest, co na Górze Synaj dymił, grzmiał i trząsł. A tymczasem: "«Wyjdź, aby stanąć na górze wobec Pana!» A oto Pan przechodził. Gwałtowna wichura rozwalająca góry i druzgocąca skały [szła] przed Panem; ale Pan nie był w wichurze. A po wichurze - trzęsienie ziemi: Pan nie był w trzęsieniu ziemi. Po trzęsieniu ziemi powstał ogień: Pan nie był w ogniu. A po tym ogniu - szmer łagodnego powiewu. Kiedy tylko Eliasz go usłyszał, zasłoniwszy twarz płaszczem, wyszedł i stanął przy wejściu do groty. A wtedy rozległ się głos mówiący do niego: «Co ty tu robisz, Eliaszu?»" (1 Krl 19, 11-13).

Dzięki wyrzutom sumienia, tymczasem, i listkowi figowemu, również, robię takie rzeczy, z których potem jestem dumny i chwalony przez innych. Moja relacja z Bogiem jest ułomna z mojej przyczyny. To własnie sumienie i ten listek kształtuje te relacje z mojej strony. Nie da sie inaczej. To też słabość, z którą walczymy w imię rozwoju ludzkości. Ciągle kuszeni zdaniem: "Czy rzeczywiście Bóg powiedział: Nie jedzcie owoców ze wszystkich drzew tego ogrodu?" wydaje nam się, że to przed czym jesteśmy ostrzegani wygląda dobrze, że akurat my sobie poradzimy. Byle tylko udowodnić Bogu, że się myli, albo że można zmienić konstrukcję człowieka i wyłączyć te wyrzuty sumienia. A przecież dzięki wyrzutom sumienia ktoś wreszcie te chodniki poprawił. No dobra, zgodzę się, że to w imię czyjegoś interesu, niech będzie to ten listek figowy. Dla mnie ważne, że idąc po nim już nie tracę równowagi i czuję się bezpieczniejszy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz